Witajcie,
To co się będę ukrywał

- też tam byłem i to zupełnie przypadkiem - miałem zaplanowaną delegację i gdy przeglądałem stronkę Steve'a ku mojemu zdumieniu sie okazało że właśnie w czasie gdy będę w Pradze on koncertuje. Pomyślałem - cóż raczej nierealne, pewnie wszystkie bilety wyprzedane, ale ku mojemu zdziwieniu na dzień przed koncertem gdy przybyłęm do Lucerny bez problemu dostałem bilet i z niedowierzaniem pytając ile jest wolnych jeszcze miejsc pani w kasie powiedziała mi że ok 200. Pojawiła się refleksja - my w Polsce czekamy choć na jeden krótki koncert a w miastach takich jak Praga możesz dostać bilet nawet w dzień koncertu - widziałem - i nawet przechodząc obok byś nie wiedział że Lukather tam gra - żadnego plakatu, nic

Kosztowało mnie to całe ok 80 zł w przeliczeniu na polskie złoty. Dobra - wchodze do środka - a tu kurcze klubik jak z osiedla spray na ścianach, kibel z popsutymi drzwiami, ludzie stoją lub siedzą przy barze i piją piwo, kopcą fajki że aż gęsto, nieopodal niezawielka scena - trochę się zdziwiłem oczekując czegoś w rodzaju teatru gdzie siąde w krześle i będę czekał -

- ale szybko podłapałem klimacik. Ok 21 luzik, sponton, najpierw wyszło kilku młodych chłopaczków złapali się za instrumenty i zaraz potem wyskoczył Steve z gitarą i od razu zaczęli grać. W sumie pierwszy raz widziałem go na żywo i było to dosyć dziwne - faje uczucie - gość którego widywałem ruszającego się dotychczas tylko na youtube teraz stoi z 10 metrów ode mnie

Koncert spoko, trochę źle wyregulowali mikrofon i było wrażenie jakby Steve miał wytarte gardło (może tak napradę było

) ale zaraz potem było juz ok. Jak ktoś już napisał zero napinki, luźny, fajny kontakt z publiką, nie potrawiłem tylko motywu gdy Steve śpiewając piosenkę nagle pokazał i krzyknął głośne "fuck you" zwracając się chyba do swojej byłej dziewczyny z przeszłości - no cóż amerykański rocker

Fajny był motyw gdy perkusista grał solo z związanymi oczami, Steve podchodził i odsuwał mu tależe

Cieszyłęm się bardzo że zagrał Party In Simon Panths i Hero with an 1000 eyes - super brzmiało i skakałem i darłem 'ryj'

Było też Live For Today ze starego repertuaru Toto. W pewnym momencie był nieprzyjemny incydent - nie wiem czy ktoś zauważył - jakiś koleś z tyłu zdjął koszulkę i zacząl skakać jak małpa i zaczepiać ludzi. Szybko założyli mu nelsona i wyprowadzili. Respekt dla dziewczyny która siedziałą przy głównym głośniku na scenie, ja stałęm dość kawałek od niej a dzwoniło mi w uszach. Cóż popełniłem coś czego pewnie mi nie wybaczycie ale ... wyszedłem przed końcem. Nie to żeby mi się nie podobało bo było super ale - późna godzina, obce miasto, ostatni tramwaj te klimaty. Zdjęcia mam, niestety tylko Steve'a nie ze Stevem - może następnym razem. No i to chyba na tyle. Pozdrowienia serdeczne dla tych którzy byli - podsłuchiwałem kto mówi po polsku ale niestety nie udało się was spotkać
