Witam. Miałem sposobność być na koncercie w Amberg w Niemczech - był to pierwszy koncert TOTO jaki
widziałem - przeżycia z tego wydarzenia są niezwykłe...ale od początku : najciekawsze że w całym mieście nie było zadnych plakatów o koncercie, przypadkiem znalazłem maly napis gdzieś na peryferiach miasta o wydarzeniu i cudem po wielu próbach dogadania sie z niemcami trafilismy na miejsce.W międzyczasie grał jeszcze jakiś support ale nikt tego nie sluchal...

Po 5 godzinach wartowania pod scena o dobre miejsce pojawili sie kolejno Totowcy i sie zaczelo...
Zaczeli falling in beetwen , z ogromnym kopem , wszystkich dookoła aż zatkało(ja totalnie odpłynąłem) . Zagrali utwory praktycznie z każdego albumu, oczywiście święta trójca(africa, rosanna, hold...) musiała sie pojawic. Przyznam że cały zespół rozwinął sie niesłychanie-Simon szalał, m.in. w 15 minutowym solo...cudo...Mike jak zawsze super profesjonalny, bardzo fajnie wypadł Tony Spinner, zaś Greg wspaniale wkomponował sie w skład-jego styl doskonale pasuje do TOTO.Jednak najwieksze wrażenie zrobili na mnie Bobby i Luke...coś niesamowitego!!! Obaj byli wulkanami energii , myslałem że Kimball wybuchnie na scenie, tyle miał w sobie energii

jego warunki głosowe sa przeogromne , zero fałszu i przez 2 godziny ani na chwile nie stracił głosu...a Lukather...MISTRZ GENIUSZ !!!! nigdy w życiu nie widziałem takiego popisu gry , wykorzystywał WSZYSTKIE techniki, a predkością przegonił petrucciego i satraniego razem wzietych-to wszystko co robil na live in amsterdam tyle że 2 razy dokładniej i 8 razy szybciej, po prostu brak słów, zaś we własnym utworze z NO SUBSTISIONS przeszedl samego siebie...nie uwierzyłbym ze mozna tak grac gdybym tego nie zobaczyl( na szczescie mam to nagrane:)) podsumowujac koncert byl genialny a ja spelnilem swoje marzenie, najwieksze marzenie muzyczne

)) pozdrawiam
PS- Bobby dał mi w czasie koncertu jedną z butelek z wodą które miał przygotowane na scenie
