Hejj przepraszam, że tak długo milczałem, ale musicie zrozumieć 15-latka... szkoła itp

No więc ostatnimi czasy The sevrnth one to płyta, której mogę słuchać dzień i noc 7 dni w tygodniu

Klimatycznie, genialnie. Generalnie każdy kawałek mi się podoba, oczywiście jeden bardziej, inny mniej, ale to chyba
teraz moja ulubiona płyta ToTo.
1. Pamela - Świetne wokale podzielone na głosy, bardzo fajna partia basu i tak jak napisałem wyżej - klimat. To "coś", które jest zawarte w piosence, co sprawia, że chce się jej słuchac
2. You got me - Bardzo wyraźny puls stopa+bas co dodaje piosence dynamiki, do tego wstawki dęciaków, ogólnie fajnie, ale nie jest to moim zdaniem wszystko na co stać chłopaków.
3. Anna - Trochę dziwny wstęp, ale rekompensuje to nam refren z charakterystycznym wokalem Luke'a, delikatne smyki w tle, oszczędne, a zarazem piękne bębny - to prawdziwa sztuka.
4. Stop Loving You - chyba największy hicior płyty, chociaż moim zdaniem w porównaniu z innymi kawałkami wcale nie wypada najlepiej. Po przemyśleniach i dłuższych kontemplacjach w wannie doszedłem do wniosku, że gitara "kłóci się" tutaj z basem i to w pozytywnym znaczeniu. Gitarka "pitoli" takie tam sobie wstawki, leciutko zagrane, nadają "lekkości", natomiast klang w basie takiej ociężałości

Bardzo podoba mi się rytm, właściwie nie wiem jak go nazwać, popowy? Czy może rockowy?
5. Mushanga - Jak dla mnie to powinien być pierwszy singiel. Nie jestem zwolennikiem używania klawiszy z jakimiś dziwnymi barwami, ale to co słyszymy tutaj to po prostu mistrzostwo. W zwrotce delikatnie, klimatycznie, potem wokal Williamsa w oktawie chyba z Paichem i no mocny refren. Tuż przed 3 minutą mamy wymiot na basie i piękne solo akustyczne Luke'a, równie piękny dialog klawisze - gitara. Szczególnie powinien tu zostać pochwalony Jeff, wielka szkoda, że już nic nie skomponuje...
raczej powinien być na jednym albumie z "africa"
nie zgadzam się ;p poza tytułem, jak dla mnie ta piosenka nie ma związku ze stylem afrykańskim, ani z samą "Africa" ;p
6. Stay away - gitara na początku jakby sztuczna, plastikowa, czasem się zastanawiam czy ta partia była grana na Fenderze, czy nie. Brzmienie przesteru mi się nie podoba, sama siara ;p ale ogólnie kawałek skomponowany, jak przystało na mistrzów, po mistrzowsku. Może tylko damskie wokale w refrenie to był średni pomysł.
7. Straight for the heart - Po bębnach na początku spodziewałem się czego innego, innego stylu, a tutaj zaskok

Szkoda tylko, że praktycznie przez całą piosenkę bębny grają to samo. Ogólnie moim zdaniem średni kawałek, chyba go napisali, żeby było więcej na płycie ;p
8. Only the children - takie ToTo lubię, ostry wstęp, lekka zwrotka i wydarcie w refrenie, trochę świetnie wkomponowywujących się klawiszy w tle, fajnie brzmią lekkie wyprzedzenia w basie i stopie no i gitara+bas w refrenie

brzmienie w ostatniej solówce (do wyciszenia) jest moim ideałem, do którego osobiście będę dążył

9. A thousand years - przyjemne, ale jakieś takie proste. Nie ma nic takiego, że włos się na karku jeży, albo że szczęka opada w dół i zbieramy ją z podłogi. Brzmienie gitary w 1 solo jakieś kiczowate, phaser? ;/ Po prostu miły przerywnik w rockowym zgiełku.
10. These chains - Świetne bębny (znowu) werbel, miód malina. W tym kawałku jest to czego brakuje poprzedniemu. Wokal Luke'a, który potrafi damy doprowadzić do płaczu, przester w refrenie, punktowany bas i krótkie melodyjne solo

świetna kompozycja.
11. Home of the brave - tutaj zapewne jestem tego samego zdania co większość forumowiczów - CUDO!! Jedynym "ale" jest tutaj pierwsza zwrotka Paicha, jakaś taka bez "jaja", ale potem mamy Józia z wydarciem, więc wszystko po Davidzie zanika ;]
Ogólnie z całej płyty mogę polecić numery 1,3,4,5,8,10, a niech tam, wszystkie polecam!!!

pozdro
Karol